Zabarykadowałam się .
Nikogo nie wpuszczam do siebie.
Siedzę całe dnie sama w domu, zamknięta na świat, na ludzi.
Niechce nikogo wpuszczać nikogo poznawać acz kolwiek brakuje mi czasem towarzystwa roześmianych osób.
Zastanawiam się czy przypadkiem nie muszę iść do lekarza dusz . coś ze mną nie tak. jestem pustelniczką.Nawet nie chce mi się wychodzic z domu. Jesień...
smutna zimna jesień i ja.
ta pora roku zawsze była dla mnie kolorowa... no własnie była...czemu juz nie jest?... nie wiem...
powoli tracę znajomych.
Dopoki wiem że jesteś- "A" ma przyjaciółko - to ja żyję. czuję się bezpiecznie ze jest chociaz jedna osoba ktora przy mnie jest chociazby duchowo mnie wpsiera. jestem wdzięczna. za taką przyjaźń dziękuję Bogu codziennie... Gdyby A potrzebowałą (tfu tfu tfu) przeszczepu serca (tfu tfu tfu) oddałabym jej moje. mnie nie jest potrzebne moze ona by umiała się nim posługiwać bo ja nie potrafię ...
piątek, 30 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)