Zabarykadowałam się .
Nikogo nie wpuszczam do siebie.
Siedzę całe dnie sama w domu, zamknięta na świat, na ludzi.
Niechce nikogo wpuszczać nikogo poznawać acz kolwiek brakuje mi czasem towarzystwa roześmianych osób.
Zastanawiam się czy przypadkiem nie muszę iść do lekarza dusz . coś ze mną nie tak. jestem pustelniczką.Nawet nie chce mi się wychodzic z domu. Jesień...
smutna zimna jesień i ja.
ta pora roku zawsze była dla mnie kolorowa... no własnie była...czemu juz nie jest?... nie wiem...
powoli tracę znajomych.
Dopoki wiem że jesteś- "A" ma przyjaciółko - to ja żyję. czuję się bezpiecznie ze jest chociaz jedna osoba ktora przy mnie jest chociazby duchowo mnie wpsiera. jestem wdzięczna. za taką przyjaźń dziękuję Bogu codziennie... Gdyby A potrzebowałą (tfu tfu tfu) przeszczepu serca (tfu tfu tfu) oddałabym jej moje. mnie nie jest potrzebne moze ona by umiała się nim posługiwać bo ja nie potrafię ...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ja nie mogę siedzieć w domu, bo mnie dopada to samo: analizowanie. Wciąż szukam sobie zajęć, żeby zabić myślenie.
OdpowiedzUsuń